Kiedy dziecko jest niepocieszone, nic go nie zadowala, łatwo się irytuje, wybucha złością lub płaczem to… czas na rozładowanie  tzw. plecaka emocji.

 

Celem każdej emocji jest dostarczenie konkretnej informacji.

 

  • Złość sygnalizuje nam, że dzieje się coś, czego nie chcemy, coś wbrew naszej woli.
  • Smutek informuje, że doświadczamy czegoś przykrego.
  • Strach to ochrona przed niebezpieczeństwem, mówi: „uważaj!”.
  • Radość – jak miód na serce – daje znać, że przeżywamy coś dobrego, coś, co chcemy, by trwało wiecznie.

To tylko uproszczone przykłady informacji, których dostarczają nam nasze emocje.

 

Jednak często nie potrafimy ich odczytać. Być może kiedyś ktoś, kto był dla nas bardzo ważny, potraktował nasze emocje jako niebezpieczne, źle widziane, a może nawet wyśmiał to, co czuliśmy. Nauczyliśmy się je wtedy chować, tłumić i im zaprzeczać. A te odczuwane jako bolesne, których nie chcemy czuć, nauczyliśmy się znieczulać bądź odwracać od nich naszą uwagę.

 

Dzieci doświadczają ogromu różnych emocji, których nie rozumieją. W ich świecie, pełnym wydarzeń, pojawiają się one na każdym kroku. Często są one dla dziecka niezrozumiałe, bolesne, czasami też przerażające. Jeżeli nie czują się na tyle bezpiecznie, by je okazać, to również zaczynają je tłumić, chcą je jak najbardziej schować, gdzieś upakować.

 

W ten sposób powstaje metaforyczny „plecak emocji” (ang. emotional backpack). Plecak, w którym schowane są niechciane emocje.

Podczas gdy emocjonalny plecak jest użyteczną metaforą, tak naprawdę nie ma żadnego plecaka.
W rzeczywistości nosimy te stare nieprzetworzone emocje w naszych ciałach, które – jak każdy masażysta może ci powiedzieć – są miejscem, gdzie przechowuje się wiele podświadomych wspomnień

 

 Dr Laura Markham

 

U małych ludzi taki plecak emocji bardzo szybko może się wypełnić. Kiedy oddalają się od nas na jakiś czas, będąc w przedszkolu lub szkole, muszą same sobie radzić z wieloma sytuacjami, a także z wieloma uczuciami. Często nie mają wsparcia, co jest zrozumiale, gdyż żadna pani wychowawczyni, mając około dwudziestu dzieci pod swoją opieką, nie ma czasu ani na wyjaśnianie wszystkich zaistniałych sytuacji, ani na przepracowywanie pojawiających się uczuć każdego swojego wychowanka. Wówczas każde z tych dzieci musi radzić sobie samo. Odczuwa te wszystkie pojawiające się emocje i upycha je do swojego codziennego metaforycznego plecaka.

 

Nie tylko w przedszkolu lub szkole, ale w jego życiu codziennym może wiele się zadziać. Jesteśmy zabiegani i też często nie mamy czasu, by zauważyć wszystko, co nasza pociecha przeżywa i pomóc jej w przepracowaniu tego.

 

Zdarza się, że nasze dziecko staje się dla nas bardzo niemiłe, że nie można go w niczym udobruchać, jest marudne, ma wybuchy złości czy płaczu. I choć wszystkie jego podstawowe potrzeby zostały zaspokojone (głód czy potrzeba snu) to ono nadal jest niepocieszone. Wtedy, zamiast skazywać się na porażkę wychowawczą i karcić swoje dziecko, warto się zatrzymać i dopuścić do siebie myśl, że być może to nasze wspaniałe stworzenie ma po prostu przeładowany plecak emocji i czas na jego rozpakowanie.

 

Jak możemy pomóc takiemu małemu człowiekowi w poradzeniu sobie z tymi wszystkimi wielkimi emocjami?  W jaki sposób można ten metaforyczny plecak opróżnić, aby nasze dziecko nie musiało go ciągle dźwigać ze sobą?

Poprzez płacz

 

W taki sposób dorośli rozpakowują swoje plecaki emocji – poprzez dobry, oczyszczający płacz. Kiedy pojawia się zaufana osoba albo nagle otrzymamy wiele akceptacji i miłości, wówczas to, co ma być uzdrowione, zaczyna wypływać na zewnątrz.

 

U dzieci to też tak funkcjonuje.

 

 

Następuje to często wówczas, gdy rodzic przychodzi odebrać swoje dziecko z przedszkola albo szkoły. Gdy mama albo tata w końcu się pojawi, a mały człowiek zobaczy swoją bezpieczną przystań i tego, który go rozumie i akceptuje, wówczas bardzo powoli bądź lawinowo, zaczynają te wszystkie ukrywane emocje wypływać na powierzchnię. Następuje – niezrozumiany przez nas – wybuch płaczu bądź złości u naszej pociechy.

 

Przy rozpakowywaniu plecaka na początku bardzo często pojawia się właśnie złość, gdyż dziecko nie chce czuć tych silnych emocji. Przecież bardzo nad tym się napracowało, by je dobrze schować. Nikt nie chce odczuwać czegoś trudnego. Jeśli dziecko atakuje, zadbajmy o bezpieczeństwo, oddalmy się (jeśli trzeba), idźmy w bezpieczne miejsce, ale nie zostawiajmy go samego.

 

Pamiętajmy, że pod tą złością kryją się smutki i lęki. Usłyszana i zaakceptowana złość (uwaga: nie akceptujemy agresywnego zachowania) przemija, a na zewnątrz wydobywa się to, co się pod nią skrywało.

 

Pozwólmy na płacz, na wypłynięcie wszystkich niechcianych emocji. I bądźmy w tym razem z naszym dzieckiem, jak dobry przyjaciel, który rozumie i akceptuje. Zobaczmy, jak naszemu dziecku musiało być ciężko nosić taki wielki plecak.

 

Czasami może się okazać, że plecak był tak pełny, że nasza pociecha bardzo długo płacze. Pozwólmy na to. Niech to się wszystko wyleje, a my bądźmy blisko, by – kiedy dziecko będzie gotowe – mocno je przytulić.

 

Możemy wesprzeć słowami (chociaż nasza uważna obecność jest o wiele ważniejsza niż słowa):

  • „Widzę, jak ci jest ciężko”.
  • „Jestem przy tobie, by ci pomóc”.
  • „Przykro mi, że to jest takie trudne”.
  •  „To musi być dla ciebie bardzo bolesne”.

Czego my byśmy potrzebowali, kiedy chcielibyśmy się wypłakać? – dajmy to naszemu dziecku.

 

Inny, przyjemniejszy od płaczu sposób na rozpakowanie plecaka emocji to:

Śmiech

 

Mówi się, że śmiech jest dobry na wszystko. Zatem jest więc także dobry i na pełen plecak emocji, a może bardziej jest antidotum na codzienne przepełnianie się tego bagażu.

 

Warto zadbać o dobrą dawkę śmiechu codziennie, by na bieżąco opróżniać zbierające się w plecaku uczucia.

 

 

Kiedy się śmiejemy, wydziela się oksytocyna. Nie tylko redukuje ona stres, ale również łączy ludzi, gdyż jest tzw. hormonem przywiązania. Wspólne „chichranie się” jest wspaniałym narzędziem nawiązywania bliskości i więzi. A właśnie dzięki tej bliskiej więzi dziecko chce z nami współpracować.

 

Znajdź w swoim codziennym dniu okazje do śmiania się. I nie bój się wyglądać głupio. Zabawcie się
w „kto zrobi najgłupszą minę” albo w „szkołę dziwnych kroków”. Jeżeli masz starsze dziecko, to możecie sobie razem pooglądać śmieszne filmiki i się wspólnie pośmiać. Zróbcie sobie walkę na poduszki. Śmiejcie się do łez.

 

I uwaga – nie łaskoczemy. Człowiek łaskotany czuje się jeszcze bardziej bezradny i bezbronny, nie chcemy tego dla naszego dziecka, gdyż może to spowodować, że zamiast lepiej – wpłynie to na nie jeszcze gorzej. Możemy udawać, że łaskoczemy, zbliżając się, ale nie dotykając go. Dziecko na samą myśl będzie się śmiało i nie będzie odczuwać dyskomfortu.

 

Jeśli śmiech nie pomaga, oznacza to, że plecak jest bardziej przepełniony, niż nam się wydawało. Wówczas nasze dziecko będzie również potrzebowało wypłakania się.

 

Rozpakowywanie plecaka emocji nie jest łatwe dla rodzica. Jeśli my sami mamy nasz plecak naładowany po brzegi, to będzie nam bardzo trudno współodczuwać. Musimy także stać się obserwatorami cierpienia naszego dziecka, a przecież serce każdego rodzica krwawi na samą myśl o tym, że może ono doświadczać czegoś bardzo trudnego i chcemy mu tego za wszelką cenę oszczędzić. Musimy sobie jednak uświadomić, że nie jesteśmy w stanie uchronić nasze dziecko przed jego własnymi uczuciami.

 

To, co możemy zrobić, to nauczyć je tego, że uczuć nie trzeba się bać, nie trzeba ich ukrywać. Pokażmy, że my się ich nie boimy. Wysłuchajmy ich razem z naszym dzieckiem. A one usłyszane i wysłuchane, jak każdy informator po dostarczeniu wiadomości, odejdą.

 

 

Źródło:

Markham Laura, Peaceful Parent, Happy Kids Workbook, Eau Claire: PESI Publishing & Media, 2018

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

do góry